Judges

Professional JournalistsBeginner JournalistsAll articles Professional Journalists

20 Jan

Katarzyna Kwiatkowska (Poland)
Wprost, Aug 1, 2013


410

Koniec dyktatora [End of the Dictator]

W klatce o powierzchni mniejszej niż jeden metr kwadratowy siedzi smutny 57-letni pan. To Sasza Warłamow, najsłynniejszy białoruski projektant mody.

Sądzą go niczym najniebezpieczniejszego przestępcę. W tej samej sali w najgłośniejszym procesie w historii niepodległej Białorusi skazano na śmierć Dźmitryja Kanawałaua i Uładzisłaua Kawalioua, dwudziestoparolatków oskarżonych o zamach w mińskim metrze w 2011 r. Prokurator skarżący Warłamowa wcześniej oskarżał opozycyjnego kandydata na prezydenta Andreja Sannikaua. Nie ma wątpliwości, że władze traktują sąd nad projektantem poważnie. Proces relacjonuje państwowa telewizja.

Dyktator z M3

Oficjalnie chodzi o pieniądze. Według oskarżenia Warłamow migał się od płacenia podatków, zdefraudował 200 mln białoruskich rubli (77 tys. zł). Miał nielegalnie wykorzystywać pomieszczenia Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego i prowadzić tam płatne szkolenia dla modelek oraz komercyjne pokazy. Grozi mu dziesięć lat więzienia. – Sprawa przeciwko niemu jest co najmniej dziwna – mówi „Wprost” Pauliuk Bykowski z gazety „Biełorusskij Rynok”. – Zarzuty dotyczą działalności sprzed kilku i kilkunastu lat. Trudno powiedzieć, dlaczego akurat teraz postanowiono się do niego wziąć. 

Siostry projektanta pokazują dziennikarzom mieszkanie brata. Jak na wielomilionowego malwersanta i znanego dyktatora mody Warłamow żył skromnie. M3 w bloku w sypialnianej dzielnicy Mińska. Kolorowe ściany, mnóstwo magnesów na lodówce, figurki, dyplomy i nagrody, obszerna garderoba i nic naprawdę cennego. – Czasem do garnka nie było co włożyć – przekonuje siostra projektanta Rimma Szymczenok. – Każda kopiejka szła na pokazy. Brat pracował bezpłatnie na uniwersytecie, dopiero gdy został szefem Centrum Mody Młodzieżowej, uczelnia zaczęła płacić mu wynagrodzenie, ale były to niewielkie sumy. Jeszcze w 2010 r. nic nie zapowiadało katastrofy. Warłamow występował w telewizji, mówił, że jego zdaniem pragmatyczni Białorusini niechętnie wydają pieniądze na ubranie. Szczególnie w czasach kryzysu. – Ludzie nie chcą chodzić na zakupy. Po co im kolejna koszulka, jeśli mają już kilka? – pytał retorycznie.

Jednak wobec władz był lojalny. Jego dzieckiem jest organizowany od 20 lat międzynarodowy festiwal Młyn Mody. Raz do roku, wiosną do Mińska przyjeżdżają projektanci z Rosji i z Zachodu. W porównaniu z moskiewskimi tygodniami mody impreza ma prowincjonalny charakter, jednak dla małej i izolowanej przez Łukaszenkę Białorusi jest wydarzeniem na światowym poziomie. Rok 2011 – w mińskim Pałacu Sportu huczne obchody 20-lecia festiwalu. Jubileusz psują pogłoski o rychłym aresztowaniu Saszy Warłamowa. – Zmęczyłem się, zdradzili mnie ludzie, zdradziło mnie państwo – wyznaje dyktator mody na zakończenie pokazów. – Nie dają mi żyć ani pracować. Przez wszystkie lata organizowałem ten festiwal z miłości do mody. Przez ostatnie 12 lat nie otrzymałem za to nawet kopiejki. Dłużej nie wytrzymam. Nie mam za co żyć. Niedługo później próbował popełnić samobójstwo. W maju 2011 r. trafił do aresztu.

Zemsta modelki

W sprawie powołano prawie 500 świadków, ponad 200 osób uznano za poszkodowane. To przede wszystkim modele i modelki oraz, w przypadku niepełnoletnich, ich rodzice, którzy jeździli z Warłamowem na zagraniczne pokazy. Projektant brał od nich pieniądze za podróż, choć zdaniem prokuratury nie powinien. Co ciekawe, część „poszkodowanych” wcale nie czuła się skrzywdzona przez projektanta. Przekonywali obecnych na sali sądowej dziennikarzy, że są wdzięczni Warłamowowi za możliwość wzięcia udziału w pokazach mody i nauki zawodu. – Podróż i noclegi były opłacone – mówi matka jednej z niepełnoletnich modelek gazecie „Biełorusskij Partizan”. – Musieliśmy zapłacić jedynie za wyżywienie. W prokuraturze usłyszeliśmy, że należały nam się diety. Mimo to nie mam pretensji do Warłamowa i zrzekłam się statusu poszkodowanej. - Jego modelami byli uczniowie i studenci, którzy jedynie chwilowo pojawiali się w świecie mody – mówi Bykowski. – Jeździli na pokazy po Białorusi, czasem po Europie, była to dla nich bardziej przygoda niż profesjonalne zajęcie. Nie było tam dużych pieniędzy.

Odpowiedzi na pytanie, co władza ma do Warłamowa, jest kilka. Po pierwsze, jego protektorką była żona byłego premiera Siarhieja Sidorskiego. Ludmiła Sidorska zasiadała w radzie honorowej festiwalu Młyn Mody. W grudniu 2010 r., po rozgrywce na samym szczycie Łukaszenka pozbył się popularnego premiera. Sidorscy popadli w niełaskę, a wraz z nimi Warłamow. Inny trop prowadzi do Miss Białorusi 2004 Janiny Gonczarowej. Pochodząca z Homla modelka, właścicielka agencji Kryształowa Nimfa, chce zostać królową ojczystej mody. W 2010 r. zorganizowała konkurencyjny dla festiwalu Młyn Mody Balarus Fashion Week. Warłamow nie zostawił na nim suchej nitki. – O jakim tygodniu mody mówimy? – emocjonował się. – Ta dziewczynka nie ma ani wiedzy, ani doświadczenia. Jedyne, co potrafi, to biegać na obcasach. Tak się mody nie robi.

W mińskim światku mody aż huczy od plotek. Mówi się, że Gonczarowa, której działalność sponsorują państwowe firmy, jest partnerką jednego z bliskich Łukaszence biznesmenów. Trudno zweryfikować te informacje, bo życie salonowe na Białorusi toczy się z daleka od ciekawskich oczu. Związana z Łukaszenką elita bawi się za zamkniętymi drzwiami, w otoczonych wysokimi murami posiadłościach. Informacje o skandalach, intrygach i romansach prawie nie docierają do opinii publicznej. – Na Białorusi nie demonstruje się bogactwa – mówi Pauliuk Bykowski. – Paparazzi nie istnieją, bo nie ma komu robić zdjęć. Gdy jednemu z fotografów udało się przyłapać naszego ministra kultury i byłego ambasadora w Polsce Pawieła Łatuszkę, w nocnym klubie, zaraz złapali go ochroniarze i kazali zniszczyć fotografie. Na widoku publicznym jest za to Sasza Warłamow, inwalida trzeciej grupy, zamknięty w ciasnej klatce jak zwierzę w zoo. Budzi powszechne współczucie. – Mówi się o nim „więzień urody” zamiast „więzień sumienia”. Mam wrażenie, że nawet w państwowej telewizji mówią o nim z litością – relacjonuje Bykowski.

Proces może być zemstą zazdrosnej modelki, ale równie dobrze może też być kolejnym pokazem siły prezydenta Łukaszenki. Baćka lubi przypomnieć rodakom, że wszystko w państwie należy do niego. Nawet moda. I nikt nie może być pewny dnia ani godziny.

 

 

 


Originally published: http://www.wprost.pl/ar/388513/Koniec-dyktatora/